sobota, 21 kwietnia 2012

02.22

Dziś, a w zasadzie wczoraj pojawiło się takie uczucie. Uczucie podróży. Jadę autobusem w deszcz, wieczorem lub przed, słuchawki na uszach (muzyka?),a za szybą obrazki. Nie za długa podróż, nie za krótka, 2h.
Ciekawe gdzie mogę się udać ze stolycy w obojętnie jakie miejsce?

(tak, właśnie czuję się jak autobusowa Marylka Rodowiczówna)

edit: wczoraj był 4-20 four-twenty i ja zapomniałem o świętowaniu. Mój mózg już nie jest tak bystry. Może za rok.
Ten piątek to nie był do końca aż taki tego i w ogóle. Jedynym plusem z kilku małych minusów jest jeszcze tętniące życie w dracenie ( taka roślina) com ją nabył z zamiarem opieki.
Już się nawet zaczyna komponować: